Od zarania zachwycały mnie gwiazdy, nie chciałem ich pojąć, chciałem oglądać jak mienią się nocą... napawałem się ich absolutem, nicością i nieskończonością.
Tym, że być może widzę coś co już dawno nie istnieje.
Przyszedł czas gdy opuściłem mój widnokrąg.
Przemieszczając się do innego, umarłem.
Przytłoczony mnogością gwiazd zrozumiałem jak mało ich widziałem.
Po raz wtóry umarłem w przytłoczeniu nie zrozumienia i kolejny raz gdy próbowałem to nakreślić
gdyż moja perspektywa mogła być ślepa.
I tak w wątpliwości znalazłem mądrość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz