Biegniesz? Dasz radę? Leniwa wilgoć błyszczy na chodnikach w świetle wieczornych latarń miasta. Biegniemy po niej. Wciągam chłodne wyraźnie jesienne powietrze, bez patosu. Eskalacji emocji brak. Światła na przejściu, czekamy. Jakieś twarze idące tak samo i na przeciwko. Autobus nadjeżdżający nadaje wszystkim ekspresowe tempo przechodzenia- pośpiech. Bez-emocjonalnie nie chce się nawet czekać. Wspólnie jedziemy. Zatrzymujemy się, ruszamy, stop, start- cyklicznie. Wysiadają, wsiadają. Z punktu do punktu po sznurku. Tu gadają, tam ryj w telefonie. Tu jak zombie w okno. Ten się do tamtej ślini, a ta na pokazie mody zapitala jak na defiladzie. Ja pitolę. Jedziemy. Przystanek kolejny punkt. Go go go. Lekki trucht bo pada. Metro. Fala ludzi w dół, fala w górę. Mijamy się. Jedziemy. Wszyscy w jednym kierunku. Centrum. Wysiadamy i po schodach siup. Pierwszy! Bez emocji i bez kondycji tchu brak. Kiedyś do Niej tak biegałem, teraz ja pitolę na pociąg. Odjechał? Spoko. Postoję tak jak oni stoją. Twarze. Niektóre znam z widzenia. Wieloletni ten sam kierunek jazdy. Jednak nie wnosi to nic. Zupełnie. Dzielimy wspólnie wkurwy na opóźnienie i przestrzeń peronu. Wspólne pełne politowania spojrzenia na nawalonych proroków wykrzykujących *życiowe*. Nie zbliża i tak i tak bo zaraz będzie walka o miejsca. Klasa ll siedząca i klasa Il stojąca. Biegniesz? Ja już siedzę i będę wg. komunikatu stał tu jeszcze 20min. Bo coś tam coś tam z pociągiem. I myślę. Że widzę twarze. Po prostu, mijam ich ciągle nic o nich nie wiem. Nie rozmawiamy. Mijamy się. Bez różnicy czy polskie, ukraińskie, bliskowschodnie, daleko zachodnie. Czarne-czerwone. Biało -zielone. To będą po prostu mijane twarze. Twarze. Posty to ołtarze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz