Trwa ta świadomość blada jak strach
Nieuchronnie oparta o szarości ścianę
To chropowata zimna skóra bloku z dzieciństwa
Ona rysuje chroniące nas kokony bezpieczeństwa
Wszelka czystość wszystkich pozamykanych oczu
Wydaje się być teraz nieco mętna i niepewna
Bo to chora ochota bądź zachęta
Ma mnie zmusić do mrugania
I w zależności od perspektywy stania
Którejś strony skroni od uderzenia nie uchroni
Podobno w którąś część mniej boli.
Bez znaczenia
Już dobrze
Nie mamy wpływu
Już dobrze,
Nie płacz.
Będziemy niemymi świadkami kompulsywnych spływów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz